21 lutego 2016

Ale kosmos!

Ten wyjazd zaplanowaliśmy dokładnie dwa lata temu, gdy zupełnie niespodziewanie spóźniliśmy się na najważniejsze europejskie wydarzenie lotnicze. Zapraszam Was na krótką relację z Paris Air Show - miejsca w czasoprzestrzeni, na które moi dwaj Chłopcy (ten duży i ten mały) oczekiwali od bardzo dawna :)





Na słowo "Paryż" na mej twarzy pojawia się uśmiech. Do tego miasta będę wracać zawsze z wielkim sentymentem i równie wielką radością. To, że jednym z punktów programu będą Targi Lotnicze nie było żadnym problemem, bo choć fanką latania absolutnie nie jestem (podobnie zresztą jak Kuku) to te wielkie maszyny zawsze będą wzbudzać we mnie zachwyt i fascynację.


Zakupione wcześniej bilety na to wydarzenie, zarezerwowany parking i wczesna pobudka - to gwarantowana recepta na sukces i bezstresowe dotarcie do celu przed innymi. A tam już tylko zachwyt, ciężkie do opisania emocje (zwłaszcza dla 8-letniego, absolutnie zakręconego na punkcie lotnictwa fana), wspaniałe widoki i niezapomniane wrażenia, a zwłaszcza to, które zrobiła na mnie najprawdziwsza w świecie rakieta kosmiczna. Sami rozumiecie... Nie jakaś atrapa, tylko PRAWDZIWA rakieta, która lata w PRAWDZIWY kosmos!


Na paryskim lotnisku La Bourget spędziliśmy cały dzień, nie nudząc się ani chwili. Mieliśmy okazję wsiąść do samolotu przyszłości, zaglądnąć do wnętrza Concorda, zobaczyć z bliska Caracale'a- najnowszy planowany zakup dla polskiej armii, usłyszeć huk silników wielozadaniowego myśliwca Rafal (uwierzcie, że jest nie do zniesienia) i być świadkiem kołowania nad głowami widzów największego samolotu pasażerskiego Airbus A380, jak rownież trochę mniejszego, ale prosto z deski kreślarskiej Airbusa A350 (konstrukcja konkurencyjna do niezbyt fartownego dla LOT'u Dreamlinera).
Warto dodać, że na terenie nieczynnego już lotniska La Bourget mieści się także muzeum z niesamowitymi, związanymi z lotnictwem i pogrupowanymi tematycznie eksponatami, od samolotów począwszy a na wyposażeniu lotnika skończywszy. Prawdziwa gratka dla wielbicieli latających maszyn!


Pogoda idealnie wpisała się w potrzeby naszej czteroosobowej rodziny - było ciepło, ale nie upalnie, zaś chłodny wiatr sprawił, że bardziej zmęczyły nas emocje i "zrobione" w tym dniu kilometry niż świecące na otwartej przestrzeni słońce. I choć serwowana na targach kawa pozbawiona była mleka dzień ten uważam za bardzo udany :)




A dla tych, którzy atmosferę targów chcieliby poczuć jeszcze bardziej polecam krótką relację filmową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...