10 lutego 2015

Patataj...

Przyjechał do nas z daleka. Nie ma imienia, to po prostu KONIK. 




Taki zwykły, na biegunach. Z uroczą grzywą i barierką, zapewniającą Helen bezpieczeństwo. Do bujania, głaskania i eksplorowania. 
Ręczna, drewniana robota, więc i płozy lekko krzywe. Uroczo niedoskonałe.
Przybył do nas (z przystankami i przygodami), z targu staroci w Holandii. Szkoda, że ten, kto go stworzył nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Wyrytych inicjałów, podpisu, rysunku. To byłaby dla mnie wiadomość z przeszłości.


Lubię zastanawiać się ile dzieci nosił na grzbiecie. I wyobrażać je sobie - w retro ubraniach, czepkach na głowie i długich, luźnych, lnianych koszulkach.
Teraz moja Helen tworzy kolejną historię małego człowieka w bujanym koniku :)


6 komentarzy:

  1. Jest piękny! Od wczoraj myślę o nim, musiałam wrócić, żeby zobaczyć go jeszcze raz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest piękny... Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy wiedziałam, że muszę go mieć. I że będzie czekał cierpliwie na kogoś szczególnego... a tym Kimś okazała się Helen :)

      Usuń
  2. To oko tak czaruje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko czaruje ale jest też świetne do dźgania w nie :) Mały paluszek Helen robi to bezbłędnie ;)

      Usuń
    2. Zgłoszę to do inspektora ds. ochrony zwierząt ;)

      Usuń
    3. Nie Kuku!!! Odbiorą nam Kunia.. I co my bez niego poczniemy??
      ;)

      Usuń

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...