22 lutego 2015

Dwie wolne ręce

Przyzwyczaisz dziecko i będziesz mieć przechlapane, to słyszę najczęściej. Jest jeszcze wersja: kręgosłup ci wysiądzie i moja ulubiona: na wózek jej nie stać (wypowiadana konspiracyjnym szeptem).
Wszystkie te kwestie dobrze znam i puszczam mimo uszu. Niech mówią, co chcą.



Wózek, wiadomo, nie wjedzie wszędzie. Chociażby był najmniejszy, najbardziej zwrotny i najlżejszy, pasuje do środków komunikacji, jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Zdana na łaskę innych być nie lubię, więc pomysł noszenia Chłopca w chuście powitałam 6,5 roku temu z westchnieniem ulgi. Od tamtej pory ani schody, ani autobus, czy tramwaj, nie budziły już we mnie przerażenia, a wózek... wózek kurzył się w piwnicy ;)

Motałam Chłopca, motałam Dziewczynkę ale mówiąc szczerze, skomplikowane wiązania nie stały się nigdy moim udziałem. Za każdym razem, gdy moje dzieci były już wystarczająco duże, by przesiąść się do nosideł rozstawałam się z chustami. Z żalem ale jednak. Są piękne, świetnie noszą, ale blisko pięć metrów tkaniny było ponad moje siły. Wiązanie i... prasowanie, to było wyzwanie ;) Nosidła są mniej wymagające, prostsze w obsłudze i da się je zabrać do torebki (dużej torebki).

Z dziećmi na plecach przeżyliśmy mnóstwo wspólnych wyjazdów i wędrówek. Nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu, że odkąd odkryłam chusty i nosidła, świat stanął przede mną ponownie otworem. Nie mówię, że z wózkiem podróżować się nie da (widziałam wózki na Gubałówce, a jakże), a jedynie, że życie z nosidłem może być prostsze. Kompendium wiedzy na temat motania, noszenia, chust i nosideł znalazłam na forum chusty.info. Polecam :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...