18 stycznia 2015

Alfa i... Omega ;)

Dzięki Bogu świetnie pływa i jest doskonałym piłkarzem. A konkretnie bramkarzem; nie przepuści żadnej piłce. Posiadł też wiele innych umiejętności: czyta płynniej niż niejeden dorosły, ładnie kaligrafuje, sprawnie włada mieczem świetlnym (tak, tak - prawdziwy z niego Jedi) i doskonale gra w badmintona. Wstyd przyznać, ale niejednokrotnie ograł mnie z kretesem.
Jest jednak coś, w czym przewyższa go niejeden sprawny trzylatek - rysowanie! A konkretniej kolorowanie. Postaci i kształty wychodzące spod jego ręki są nawet dość łatwe do zidentyfikowania*. Gorzej, gdy trzeba je wypełnić kolorem lub nadać postaciom charakter odpowiednio dobierając barwy. Dramat, męka, prośby, groźby! Podobnie jak jego mamusia, Mistrzem Szybkiej Kreski to on nie będzie. Przynajmniej kwestię dziedziczenia pewnych umiejętności mamy załatwioną :)




Czy da się w nienachalny sposób wspomóc uśpione umiejętności naszych dzieci? Wierzę, że tak! W innym przypadku nie prosiłabym Gwiazdki o prezenty, które mój Synek znalazł pod choinką.



O Mapach wspominał już od dłuższego czasu. Uwielbia wirtualne podróże i ciekawostki o świecie. Nie wiedział jednak, że do kompletu dostanie Mapownik i kredki Omega Jumbo Koh-i-noor (Kuku - serdeczne dzięki za polecenie odpowiednich). I co? Od Bożego Narodzenia zestaw wędruje po całym domu. Rysowanie odbywa się w sypialni Mikołaja, na stole w jadalni i na podłodze w salonie. Wszystko w towarzystwie zdziwionej Helen :)
Dzięki Mapom Mikołaj wie, gdzie leży zamek Drakuli, które z polskich miast było pierwszą stolicą Polski i jaką powierzchnię ma Australia. Mapownik zmusza do myślenia, kreatywnego tworzenia zmyślonych państw i miast a kredki do rysowania i kolorowania tego, co wcześniej wymyśliła sprytna głowa Mikołaja.
Polecone przez Kuku kredki Omega (szukałam czegoś z miękkim rysikiem, co Mikołaja nie zniechęci na starcie) są idealne nie tylko dla niewprawnej rączki trzylatka, ale i dla leniwej łapki siedmiolatka. Gruba średnica (aż 10 mm) ułatwia chwytanie kredki, zaś miękki rysik pomaga rysować i kolorować bez szczególnego wysiłku, nawet duże powierzchnie. O kolorach wspominać nie trzeba - intensywne, nasycone. Do tego korzystna cena. To lubię :)




*Kuku twierdzi, że to rakieta, ale każdy doskonale wie, że to skocznia narciarska

3 komentarze:

  1. Jakieś 30 lat temu podczas pobytu w bratniej Czechosłowacji nabyłem ołówek automatyczny 0,7mm tej marki. Nazwa Koh-i-noor sugerowala doskonały chiński wyrób. Tak, w tamtych czasach mieć chińskie pióro to było coś, że nie wspomnę o takim ołówku. Służył mi bardzo długo i nawet nie wiem gdzie go straciłem. Teraz (w dobie internetu) okazuje się, że firma jest z Czech, a nazwa pochodzi od diamentu z Indii. Najważniejsze zaś, że dalej robią takie piękne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Małżonku (siedzący na kanapie obok). Czy to Ty? Bo opisana historia brzmi znajomo :)

      Usuń
  2. Hmm...... Chyba ja. W końcu to ja robiłem w tym roku za gwiazdkę.... :) Mcui

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...