28 października 2014

Kraków ŁAŁ - Kids Fashion and Design

Z ogromnymi nadziejami i emocjami czekałam na ostatni weekend i Kraków ŁAŁ, czyli targi dziecięcej mody i dizajnu. Zresztą... mnie, uwięzioną przez ponad tydzień z dwójką dzieci w domu (w tym z jednym chorym), ucieszyłoby jakiekolwiek wyjście i jakiekolwiek targi, nawet elektronarzędzi :)
Zatem: pojechałam, zobaczyłam i z głową pełną przemyśleń stamtąd wróciłam.




Ale po kolei.
Po odpowiednio długim oczekiwaniu na wjazd na parking i znalezieniu w miarę dobrego miejsca, wyciągnęłam z samochodu Helen, przesadziłam do wózka, zabrałam odpowiednią ilość "klamotów" (grzechotek, pieluch, kocyka, aparatu) i ruszyłam. Wszak nastawiona byłam na długie i owocne "zwiedzanie". I rzeczywiście - zwiedzanie okazało się długie, choć nie tak owocne, jak się tego spodziewałam.


Z każdym kolejnym krokiem, pchając przed sobą wózek z Helen, czułam się coraz bardziej rozczarowana. Szara sukienka, flanelowa czapeczka, materiałowa chmurka... I ponownie: szara sukienka, flanelowa czapeczka, materiałowa chmurka... Choć nie można odmówić rodzimym kolekcjom uroku, świetnie dobranych materiałów, czy ciekawych krojów, to zabrakło mi w tym wszystkim świeżości i pewnego rodzaju zaskoczenia, na które czekałam. Wśród tekstyliów nie dostrzegłam niczego nowego.



Ale! Niesprawiedliwością byłoby przypisywanie powyższych "zarzutów" do wszystkich wystawców. Wśród stoisk znalazłam jedno z fantastycznymi artykułami do pokoju dziecięcego (metalowe kosze, półki na zabawki, wieszaki) i dwa stoiska z książkami moich ulubionych autorów i wydawców. Moją uwagę przykuł również stolik z drewnianymi zabawkami-łamigłówkami. Dobrze wykonane, ręcznie malowane, zabawne. Idealne dla dzieci w wieku przedszkolnym (choć jestem pewna, że i mój pierwszoklasista chętnie by się nimi pobawił).



Za duży plus uważam fakt, iż organizatorzy zadbali o rodziców, którzy na targach pojawili się ze swoimi pociechami. Na scenie odbywały się zabawy dla dzieci, natomiast pod sceną można było tworzyć z klocków wspaniałe budowle a przed wejściem na halę wystawową rozłożono mini-tor, na którym co sprawniejsze dzieci mogły poczuć wiatr we włosach jeżdżąc na hulajnogach.
Przed wyjściem "złapałam" dwie pyszne babeczki - jedną marchewkową, drugą z buraka (pieczone z naturalnych składników) i wróciłam do domu.


Podsumowując. Doceniam wszelkie inicjatywy, których zadaniem jest wsparcie rodzimych projektantów, polskiego wzornictwa i rękodzielnictwa. Doceniam producentów, którzy pokazują, że dziecięcy dizajn może być ciekawy i nie kiczowaty. I choć zaskoczenia nie było, a moja relacja jest słodko-gorzka, niezrażona wybiorę się na kolejną edycję Kraków ŁAŁ.




11 komentarzy:

  1. No to - łał :D Coraz częściej utwierdzam się, że straszne ze mnie bezguście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bądź dla siebie taka surowa ;) Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba (pamiętasz zająca Cui?;).
      Ja na ten przykład nic nie mam do szarych czapeczek :P

      Usuń
    2. Ależ ja nie mam nic przeciwko szarym czapeczkom. Nawet trochę zazdrość mnie zżera na myśl o tych, które co niektóre osoby posiadają :P
      Chodziło mi o to, że oprócz szarych czapeczek oczekiwałam spotkać na targach również czapeczki w innych kolorach... :)

      Usuń
    3. Przecież były i kolorowe czapeczki! Od bibidreams, różowe, żółte, miętowe, chabrowe...

      Usuń
  2. Jako twórca szarych czapeczek czuję się dotknięta do żywego ;) Pozdrawiam, pamiętam, gdybyś szukała innego koloru masz moją wizytówkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szare jest piękne :) Przepatrzę wizytówki ;)

      Usuń
  3. Pani koleżanka chyba nie obeszła całych targów nie wiem skąd owe rozczarowanie ale my dostrzegliśmy naprawdę dużo ciekawych rzeczy choćby RomaShop z ich przecudownymi lalkami, SeeSaw z ich wspaniałymi koszulami ( był zielone beżowe ,nawet pomarańczowe, szare też jak ktoś się doszukał ), Titot z super wilkami na spodniach , studiohoho z ręcznie malowanymi klockami naprawdę niezłe no i Dziuki z przecudnym haftem i nie bynajmniej były to materiałowa chmurka , tylko Indianka , czy indiański księżyc było naprawdę dużo ciekawych rzeczy ,a to czy się podobało to już rzecz gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Targi obeszłam, choć przyznaję, że nie spędziłam tam połowy dnia. Z półroczniakiem u boku to niemożliwe :) Opisałam to, co mnie mile zaskoczyło (akrtykuły do pokoju dziecięcego, drewniane zabawki). Reszta - choć ciekawa, przecudowna i wspaniała - nie była dla mnie zaskoczeniem. Ale na pewno cieszyła oczy (z pewnością nie tylko moje) ;)

      Usuń
    2. A co takiego musiał by być co by Panią zaskoczyło? No bo wie Pani łatwo się krytykuje , trudniej coś samemu zrobić. Oni (wystawcy ) często sami to robią, jadą tam , często z całej polski poświęcają swój czas (znacznie więcej niż tylko popołudnie ) , a mają naprawdę ciekawe i oryginalne rzeczy , zamiast narzekać że nic ciekawego nie było polecam lepiej się rozglądać , lepiej jest odnaleźć rodzynka i pokazać jaki on jest fajny niż niewiele zrobić i narzekać że wkoło szaro buro i ponuro

      Usuń
    3. Każdy, kto wystawia swoją pracę na ocenę musi być przygotowany na krytykę. Tak bloger, jak i producent ;)
      Pozdrawiam,
      Cui

      Usuń
    4. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi, czy jakoś tak... Róbmy swoje! :)

      Usuń

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...