7 października 2014

Bujaj się!

Dwa wygięte pręty. Kawałek materiału i owalny drut. Muzyka i wibracje. Trzy baterie. Ot cała filozofia. Jeśli ktoś powie, że to zbędny gadżet przegryzę mu aortę ;)



Leżaczek-bujaczek. Idealne rozwiązanie dla matki, która tak jak ja, lubi mieć malucha na oku. I dla kogoś, komu metraż nie pozwala na ciągłe przestawianie łóżeczka ;)


Przejechał w naszym bagażniku setki kilometrów. Był wszędzie tam, gdzie Dziewczynka, zabierany w podróż częściej niż wózek. Doceniam za anatomiczny kształt, pasy bezpieczeństwa, piórkową wagę i łatwość montażu. I za kompaktowe rozmiary. 


Dzięki niemu Dziewczynka przyzwyczaiła się zasypiać wśród rozmów, muzyki i dźwięków trzaskających talerzy ;) W kuchni, salonie, sypialni, itd... Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy warto zainwestować w leżaczek-bujaczek, może przekona Was mój apel: konia z rzędem dla tego, kto wynalazł to urządzenie! Dzięki wkładce dla noworodka niezbędne od pierwszych dni





3 komentarze:

  1. U nas również króluje bujaczek. Najczęściej stoi na stole, skąd Zosia ma widok na wszystko i wszystkich :P

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak - bez bujaczka ani rusz! Nawet zepsuta wibracja nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...