30 września 2014

Od czego zacząć?

Kiedy mój Synek skończył sześć miesięcy zaczęłam rozszerzać jego dietę. Zaczęło się klasycznie - od skrobanego łyżeczką banana, którego Ten przyjął z umiarkowanym entuzjazmem.
Czas pierwszych zupek wspominam kiepsko - pomimo "swojskich" produktów gotowane przeze mnie potrawy nie zawsze Mu odpowiadały. Nie wiem czy chodziło o smak, czy może brak gładkiej, kremowej konsystencji... Jedno jest pewne - zupy i desery ze słoika smakowały mu zdecydowanie bardziej.
Na szczęście Mikołajowi szybko wyrosły zęby (Helenie "idą" jeszcze szybciej :)) i ze zmiksowanych papek dość szybko przeszliśmy na pokarmy stałe.
Teraz - jako "posiadaczka" drugiego dziecka - mam w planach zupełnie inną strategię działania. Bardzo chciałabym, aby Helenka od początku jadła to co reszta domowników (no dobra - kiełbasy z grilla jej nie podam).
Drżyj Heleno - mama rusza do akcji!


Moja Córeczka za tydzień skończy sześć miesięcy. I choć od około dwóch tygodni bawimy się w poznawanie nowych smaków to nie zastępujemy karmienia piersią żadnym innym posiłkiem.
Dotychczas Helena próbowała:
  • kaszy jaglanej z jabłkiem i bananem,
  • skrobanego, surowego jabłka,
  • pieczonego jabłka,
  • kremu z selera,
  • kremu z brokuła,
  • kremu ze szpinaku.
Podaliśmy jej również odrobinę włoskiej focaccii jako próbę reakcji na gluten (więcej o wprowadzaniu glutenu do diety niemowlęcia można przeczytać TUTAJ).
Wszystko bez pośpiechu, w ilości odpowiadającej koniuszkowi palca i zawsze po mlecznym posiłku. I - co najfajniejsze - wszystkie wymienione powyżej potrawy jedliśmy my, zaś Helenka w naturalny i mocno intuicyjny sposób stała się jednym z domowników zasiadających przy stole :)

Wszystkim mamom, którym sen z powiek spędza rozszerzanie diety ich oseska polecam powyższy sposób. Pod dwoma warunkami:
  1. Wasze dzieci nie są alergikami (jeśli są - już z pewnością o tym wiecie) - w tym przypadku lepiej trzymać się ustalonych norm i zasad, o których możecie przeczytać chociażby TUTAJ,
  2. przygotowane przez Was potrawy nie są mocno przyprawione (wszystkie wymienione powyżej zupy podawałam Helence przed ostatecznym doprawieniem, np. sporą ilością chili :)).
    Tymczasem zostawiam Was z Helen i ultraprostym "przepisem" na pieczone jabłuszko. Od niego można zacząć!
    Odkrawamy górną część jabłka i wydrążamy środek (czyli pozbywamy się ogryzka). Pieczemy w piekarniku, w temperaturze 200 stopni przez około 25-30 minut. Wersja dla reszty domowników zawiera wlany do środka jabłka miód (ilość wg uznania) i cynamon, którym posypujemy jabłka. Wersja dla Helen - soute :) 
    Podajemy po mlecznym posiłku (w przypadku maluchów, które dopiero poznają nowe smaki) lub jako osobny posiłek/deser.

    3 komentarze:

    1. Minka Helen ....no po prostu cudowna:)
      Aggi.

      OdpowiedzUsuń
    2. Ta mina mówi: Matko! Jak ty gotujesz! ;)

      OdpowiedzUsuń
    3. Musicie uwierzyć na słowo, że Jej smakowało :) Choć minę ma nietęgą :)

      OdpowiedzUsuń

    Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
    Kuku & Cui

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...