25 września 2014

Maraton na macierzyńskim...

Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że siedem lat różnicy między dziećmi zamienia życie w prawdziwy maraton? Szczepienia, zebrania, spacerki, treningi, lekcje, pediatra... to tylko ostatnie dwa dni.
Nic, tylko się cieszyć, że mam całkiem niezłą kondycję ;)


A wszystko dzięki temu, że trzy lata temu założyłam buty do biegania i puściłam się pędem przed siebie (no dobra, nie do końca początki były tak dynamiczne). I choć czasem czuję się jak chomik w kółku, okrążając po raz enty pobliski stadion, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem uzależniona od biegania. Nie uważam się za guru w tym temacie - wszak do maratończyków mi daleko :) - ale trochę wiedzy i doświadczenia przez ostatnie trzy lata zdobyłam i chętnie się nim z Wami podzielę.


Jest takie powiedzenie: nie zaczynaj biegania od biegania. I tak też zaczęłam. Od spacerów. Potem biegłam jedną minutę, szłam dwie; biegłam dwie minuty, szłam dwie, itd. A potem zaczęłam wydłużać czas biegu rezygnując z chodzenia. 
Początek mojego biegania to czas, kiedy mieszkałam w mieście. Tam biegałam po płaskiej nawierzchni (czyli po osiedlowych ścieżkach lub chodnikach, które są najgorszą nawierzchnią do biegania). W międzyczasie przeprowadziliśmy się na wieś, i tu bieganie okazało się nie lada wyzwaniem. Nie mam tu zupełnie płaskich terenów. Są spore podbiegi i strome zbiegi, drogi asfaltowe, leśne lub szutrowe. Biegam też po poboczach wysypanych kamieniami (i gałęziami - trzeba patrzeć pod nogi, żeby nie wywinąć na takiej gałęzi orła). 
Początkowo biegałam dwa razy w tygodniu, potem trzy. Teraz biegam regularnie co drugi dzień (świątek, piątek czy niedziela, słońce, czy deszcz). Zaczynałam od 1,5 km, teraz biegam około 8 km. Czasem w bardzo przyjemnych okolicznościach przyrody, bo buty do biegania jeżdżą ze mną wszędzie :)


A skoro już jestem przy butach - na początek polecam zainwestować w coś niedrogiego (a nuż bieganie Cię nie wciągnie - nie będzie żal straconej kasy). Ja przez długi czas biegałam w butach z Decathlonu (kupiłam je za jakieś 120 zł) i uważam, że były bardzo fajne. Niestety na moich wiejskich drogach dość szybko się zamortyzowały. Potem zainwestowałam w dobre buty do biegania.
Jeśli chodzi o ubranie - nie polecam zwykłych bawełnianych ubrań sportowych. Warto kupić coś przeznaczonego do wzmożonego wysiłku, z odpowiedniej tkaniny, z siateczką w odpowiednich miejscach. Mam kilka koszulek z Decathlonu (bokserki i koszulki z bardzo krótkim rękawkiem), dwie cieplejsze bluzy (w tym jedną bardzo fajną z Tchibo) - wszystkie przeznaczone są do biegania. W lecie biegam w krótkich szortach (kiedyś biegałam w bardzo krótkich obcisłych bokserkach, ale szorty są zdecydowanie fajniejsze), jak jest chłodno zakładam bezszwowe legginsy. Nie biegam w spodniach dresowych ani w dresowych bluzach. Poza tym mam dwa porządne staniki do biegania - oba kupione w Decathlonie. Świetnie trzymają mój mleczny biust ;)
Jeśli chodzi o porę biegania - zawsze biegałam wieczorami, ale od dwóch miesięcy przestawiłam się na poranne treningi (biegam około 6.30). Ponieważ na czczo nie daję rady, a na śniadanie nie mam czasu (muszę wyrobić się przed wyjściem M. do pracy) zjadam dwie kostki gorzkiej czekolady, odczekuję 20 minut (w tym czasie ubieram się) i jazda. Zamiast czekolady można zjeść pół banana albo... kisiel :)
Po bieganiu piję dużo wody, idę pod prysznic i dopiero wtedy jem śniadanie (czyli jakieś 30-40 minut po treningu). To podobno optymalny czas dla organizmu. 
Jeśli chodzi o dietę najważniejsza zasada jest taka: nie biegamy na czczo (ani na pusty żołądek), po treningu zawsze spożywamy pełnowartościowy posiłek. 

I jeszcze kilka najważniejszych (moich) zasad: 
  • biegam bo lubię, nie zależy mi na zwiększaniu ilości kilometrów ani na biciu rekordów czasowych, 
  • biegam, nawet jak mi się nie chce,
  • lepiej przebiec kilometr mniej niż się zniechęcić zbyt długą trasą (a co za tym idzie szybko zaniechać treningów), 
  • żeby wyrobić sobie kondycję trzeba czasu - nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy po 3 miesiącach biegania startują w maratonie (statystyki, zdrowy rozsądek i traumatolodzy mówią, że o maratonie można myśleć po 12 miesiącach REGULARNYCH treningów). 
Przerwa w bieganiu spowodowana ciążą tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że bieganie to "mój" sport. Będę biegać w miarę możliwości tak długo, jak to tylko możliwe. Zresztą, rośnie mi towarzystwo. Mikołaj już zaczął robić swoje pierwsze kółka ;)



8 komentarzy:

  1. Swietny wpis. Konkretnie i na temat.
    Wnioskuje, ze nie nawadniasz organizmu w czasie godzinnego biegu.
    Plyny uzupelniasz dopiero po treningu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmęczyłam się od samego czytania :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh My Little, cieszę się, że wpis się podoba.
    Nie nawadniam się w trakcie biugu. Piję sporo w ciągu dnia (a także w nocy - wstając do Oseska) i w ten sposób staram się nawadniać organizm. Bezpośrednio przed treningiem raczej nie piję.
    Uważam, że godzinny wysiłek jest dla organizmu do przeżycia, a poza tym bieganie z butelką jest dla mnie niewygodne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego uwielbiam bieznie mechaniczna!
    Butelka i reczniczek pod reka! Ipod zawsze naladowany na 100% :)
    A tak na serio, bieganie w terenie czeka az rozbuduje kilka strategicznych miesni, a co za tym idzie wzmocnie stawy...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Od siebie dodam, jesli pozwolisz, ze buty do biegania MUSZA BYC o pol a nawet i o caly rozmiar wieksze.
    Inaczej moze sie skonczyc bolem palucha i spora przerwa w bieganiu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Cenna uwaga z tymi butami! Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zimą też biegasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy miesiące w roku leniuchuję :) Treningi zawieszam z końcem listopada i rozpoczynam ponownie na przełomie lutego/marca :)

      Usuń

Dziękujemy za odwiedziny i każde pozostawione słowo :)
Kuku & Cui

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...